czwartek, 1 września 2016

3.3 Pogłębianie relacji

Jak przewidział Adam, Zuza jak tylko wróciła i oporządziła konie wzięła chłopaków do pracy.
-Jest dużo pracy. Każdy dostanie jedną stajnię i trzeba zmienić koniom siano. Na początku ja pomogę Adamowi, a Janek Kacprowi jednak szybko załapiecie o co chodzi. Kto chętny na wyprowadzanie koni na padok?
Zgłosiła się Julia, Janek i Adam. Kacper poszedł do socjalnego się rozejrzeć w chwili wolnego. Zuza wzięła Adama, a Janek i Julia poszli we dwójkę.
-Najpierw weźmiemy pociągowe i barokowe. Są spokojne, dasz sobie radę.
Podeszli do pierwszego rumaka: ślicznej klaczy Miracle rasy alter real. Jak tylko usłyszała kroki, obróciła się i trąciła Zuzę pyskiem wyginając szyję w łuk. Adam nie mógł odwrócić od niej wzroku. Od klaczy, nie od Zuzy.
-Musisz założyć jej kantar o... w ten sposób. Potem zaczepić karabińczyk uwiązu o to kółko i otworzyć drzwi boksu. Koń powinien pójść za tobą.
Adam spojrzał na różowy kantar. Potem na klacz.
-Piękna dziewczyna hoduje piękne konie.
-Oj nie taka piękna znowu.
Spojrzał się na nią, prosto w oczy. Nie lubiła tego i próbowała odwrócić wzrok, jednak wysoki chłopak się pochylił i znowu napotkał jej wzrok. Tak się przekomarzali dopóki Zuza się nie zachwiała i upadłaby prosto do boksu Armageddona gdyby Adam jej nie złapał. Przyciągnął ją blisko do siebie.
-No nic, trzeba wziąć te konie. Weź kobyłkę tak jak ci mówiłam.
Wyślizgnęła się z jego objęć i założyła kantar Armageddona.
-Ale ty uparta jesteś!
-A jaka cwana w dodatku! Idziemy.

Uporali się z tym w pół godziny, nawet znudzony Kacper pomógł wyprowadzać kuce. Potem każdy dostał widły, nowi dostali instrukcje co i jak i praca ruszyła. W tyle osób poszło bardzo szybko, na końcu Kacper oraz Adam nawet zrobili 2 ostatnie stajnie. Janek im trochę pod koniec pomógł. Zuza wytarła ręce o bluzę.
-No chyba byście chcieli jakąś nagrodę za to, co?
Janek od razu zaproponował teren. Sołtys spojrzała na nowych.
-Umiecie jeździć konno?
Smutno zaprzeczyli.
-No to Janek i Julia będziecie mieć skoki, a ja wezmę chłopaków na lonżę. Ale to jutro, dziś pewnie jesteście zmęczeni.
Wszyscy pokiwali głowami i poszli do socjalnego zobaczyć co jest do zjedzenia.

Neesta wstała z łóżka. Dopiero co wróciła z swojej podróży poza znane tereny i nie mogła nacieszyć się domem. Poznała już Kacpra i Adama. Spojrzała na plecak, trzeba się rozpakować. Przeczesała włosy, wzięła szybki prysznic i zjadła jabłko siedząc na stole do craftingu. Wyjęła z plecaka pierwszą rzecz, potem drugą, trzecią..... Za oknem usłyszała stukot kopyt, to pewnie Zuza wraca do domu. Zapadał zmrok, więc wszyscy zbierali się do domu. Klaudii nie chciało się już robić porządków, a że noc jeszcze długa to pobiegła do Zuzy.
Ta już wprowadzała konia do domu gdy usłyszała kroki.
-Neesta! Wbijasz na kawę? Rozdymkę?
-Nie! Mam lepszy pomysł!
Szepnęła jej coś na ucho przy wtórze tupania kopyt zniecierpliwionego Blyata. Dziewczyny przybiła sobie radośnie piątkę i się rozbiegły każda w swoją stronę.

Słońce już się prawie schowało za horyzontem gdy pod dom Kacpra i Adama przybiegła Zuza.
-Chłopaki! Zapraszam was do świetlicy pod murami. Robimy małą potańcówkę!
Panowie spojrzeli na siebie i pokiwali głowami na znak, że przyjdą. Zaczęli szukać czegoś do założenia. W tym czasie Neesta już pobiegła do Julii i Janka, a Zuza pojechała konno do Rzymu aby zaprosić Herobrine. Wszyscy potwierdzili przybycie. Teraz trzeba było przygotować lokal. Lokalne alkohole stały już na kontuarze, w kuchni Zuza przygotowywała przekąski, a Klaudia muzykę. Jako pierwsi zjawili się Julia i Janek. Wszystkie dziewczyny na sali się zaśmiały: każda miała sukienkę w kwiatki. Teraz tylko poczekać na resztę.

Jako ostatni przyjechał Herobrine, impreza już się rozkręcała... przy barze. Kacper pił już... no dużo wypił ogólnie. Adam chwalił bagocką kuchnię, a Janek, Julia i Klaudia siedzieli za stołem i rozmawiali. Kuba miał tak zwane wejście smoka: otworzył z hukiem drzwi i krzyknął:
-CZEMU NIKT NIE SŁYSZY W RZYMIE CO PUSZCZAJĄ NA IMPREZIE W BAGOTO?
Zrzucił z siebie sutannę pod którą miał podniszczone jeansy i... brokatową koszulę... i podłośnł muzykę. Wziął Klaudię do tańca. Przy barze został jedynie Janek z Kacprem patrząc na tańczących ludzi. Adam początkowo tańcował z Julią, jednak ta stwierdziła, że musi iść dokończyć porządki w piwnicy. Z braku innych pomysłów wszedł do kuchni ukraść coś dobrego.

Tam Zuza robiła już lokalny przysmak. Miała iść do piwnicy po wino ale zauważyła, że ktoś wchodzi. Adam zerknął przez drzwi. Nie zauważył dziewczyny, która była w ciemnej futrynie. Na palcach podszedł w kierunku blatu kuchennego gdzie leżały filety rozdymki w mące czekające na usmażenie. Gdy tam nie znalazł tego co szukał zajrzał do szafki. Bingo! Suszone plasterki jabłek w misce! Wyjął pojemnik i miał już złapać gdy dostał ścierką w ramię.
-To ma być na deser! Pójdziesz mi z kuchni złodzieju!
Chłopak mający już plasterek w ustach pokiwał głową na nie i pobiegł szybkimi susami na salę.
Zaprawdę dziwny to był widok gdy Zuza próbowała dogonić Adama jedzącego plasterki jabłek. Wszyscy przestali tańczyć i obserwowali zajście. W końcu Adam w biegu położył miskę (pustą już) na kontuar i chwycił dziewczynę w pasie. Gdy skierowała do niego pytający wzrok ten się uśmiechnął.
-Zatańczysz?
Zuzix zrobiła groźny wyraz twarzy.
-Za to, że zjadłeś przekąskę?
-Właśnie za to.
Nie czekał na odpowiedź, po prostu poszli na parkiet.

Reszta nocy upłynęła mieszkańcom Bagoto na tańcach i (w przypadku Kacpra, Klaudii i Adama) na piciu cydru oraz innych alkoholi. Na końcu została jedynie Zuza z Adamem, który jednak po chwili zdecydował się przypilnować Kacpra, czy dojdzie o własnych siłach do domu. Sołtys się pożegnała, wyszła na ganek świetlicy i spojrzała w gwiazdy.
-Czemu tak nie może być zawsze?

Jednak nikt nie odpowiedział.

sobota, 20 sierpnia 2016

3.2. Powrót do normalności

Zuza wstała jako pierwsza. A przynajmniej tak się jej zdawało. Pierwsze miejsce które odwiedziła to oczywiście garderoba. Stanęła przed kufrem i założyła swoje spodnie do jazdy, dzisiaj poćwiczy trochę przed uroczystościami poświęcenia bazyliki w Rzymie. Bardzo nie chciała teraz tam jechać no ale trzeba. Spojrzała na siebie w lustrze i... doznała szoku, bo zobaczyła w nim nowego lokatora.
-Ojej, zapomniałam o Was! Za chwilę narwę czegoś dobrego na śniadanie.
Adam się uśmiechnął.
-Pozwoliłem sobie zrobić coś sam. Tobie też, ale nie wiem czy lubisz kanapki z.. jakimś mięsem co było w lodówce.
-Z kurczakiem? Uwielbiam! A Kacper?
-Pewnie jeszcze śpi, jak się obudzi to przyjdzie. Masz zabawne spodnie, lokalna moda?
-Spodnie do jazdy konnej. Mają wstawkę, żeby szwy z boku nie obcierały łydek. Dzisiaj pomożecie mi w stajni i przydzielę wam działkę. Jedna starczy, tak?
-Myślę, że tak.
I poszli zjeść. Przy stole dużo rozmawiali, śmiali się. Zuza złapała z Adamem nić porozumienia, to samo on z nią. Gdy skończyli przyszedł Kacper.
-Nie przeszkadzam?
Oboje się zaśmiali i równocześnie zaproponowali, żeby się dołączył.
-No właśnie widzę że przeszkadzam gołąbeczki.
I tak sobie siedzieli w trójkę rozmawiając i popijając kawę. Zuza herbatę, nie lubi kawy.

Po śniadaniu poszli z elementami ogrodzenia by wydzielić chłopakom działkę. Ze swojego domu wyszedł Janek, również w jeździeckim stroju.
-O! Nowi goście! Czyli dzisiaj nici z wyjazdu w teren?
-Będą mieli czas na budowanie domu, a my pojedziemy do bazyliki, przećwiczymy to i owo.
Janek dołączył do grodzenia działki. W czwórkę wszystko poszło o wiele szybciej. Zuza wytarła sobie ręce o bluzę roboczą.
-Jakbyście czegoś potrzebowali to jest w wieży tutaj obok. Dacie sobie radę. Ja jadę, nie będzie mnie dwie godziny.
Kacper pomachał ręką i poszedł do wieży. Adam się spytał gdzie jedzie. Opowiedziała mu co i jak.
-Żeby ci się nic nie stało...
-Spoko, umiem o siebie zadbać.
-Dziękuję za takie miłe przywitanie i pomoc.
I ją przytulił. Janek skrzyżował ręce z uśmiechem. Adam nie zauważył tego gestu, Zuza już tak.
-Będę wyczekiwać powrotu. - wyszeptał do ucha.
I każdy poszedł w swoją stronę.

W stajni czekała już Julia. Janek i ona mieli wziąć Szarżę i Słowika: stajenne rodzeństwo. Zuza wzięła swoją Anomalys i stępem pojechali główną drogą prosto do bazyliki. Jako pierwszy zagadał Janek.
-Spodobał ci się ten Adam, co?
-Komu, mnie?
Zaskoczona Zuza parsknęła śmiechem.
-Proszę was, oni są tu zaledwie dzień.
-Miłość od pierwszego wejrzenia!
Julia, która jak dotąd nie brała udziału w dyskusji potwierdziła słowa Janka. Cóż biedna Zuza miała zrobić?
-No dobra, może troszkę.
Julia i Janek uśmiechnęli się do siebie.
-Ej! Wy coś knujecie!
-My? Ani trochę!
-Ruszajmy kłusem, nie będziecie mieć czasu na dziwne pomysły.
I dojechali do Rzymu. W parku przy drodze zauważyli Papieża, który siedział na ławce i łapał słońce. Bagotanie już się trochę pogodzili z utratą prestiżu. Nawet im pasował brak wielkiej polityki. Zuza pomachała do duchownego, żeby podszedł. Ten wstał i pogłaskał Szarżę.
-Otworzyć wam bazylikę?
-Tak, potrzebne nam już generalne próby. W końcu to już jutro.
-Fakt, za mną.
Ogromny budynek na Watykanie powodował efekt „wow”. Zuza rozejrzała się naokoło siedząc na klaczy.
-Ale fajnie by się tu jeździło konno...
Napotkała strofujący wzrok Papieża. Stwierdziła, że czas zacząć próby. Duchowny otworzył im drzwi, którymi wejdzie procesja i wszyscy się ustawili. W tym momencie do przedsionka wszedł Herobrine.
-Szczęść Boże wszystkim! Hej Anomalys!
Podszedł do klaczy i czule pogłaskał po głowie.
-Serwusik Kuba! Kiedy wrócisz do Bagoto? La Bomba się stęskniła.
-Ja za nią też – westchnął – Ale do czasu oddania bazyliki do użytku potrzebny jestem tutaj. Pogłaszcz ją ode mnie za uszami. Tam lubi najbardziej.
Uśmiechnęli się do siebie i zaczęły się próby.

Tymczasem w Bagoto Kacper i Adam tworzyli swój dom. Kacper biegał po dachu kładąc deski, a jego przyjaciel wstawiał okna i urządzał środek. Dom prezentował się klasycznie i w bagockim stylu. Po skończonej pracy odeszli kawałek od swojego dzieła i przybili piątkę.
-To może pójdziemy się zdrzemnąć? Zuza mówiła, że czeka nas trochę pracy w stajni.
-Jestem za. Nie wiadomo co ona tam wymyśli.
-Na pewno nic złego. Chyba.
Kacper się zaśmiał z nagłej wątpliwości współlokatora. Nie sprzątając obejścia po budowie po prostu poszli spać do swoich pokoi.


piątek, 24 czerwca 2016

3.1 Decyzje i konsekwencje

-O! Jakieś zabudowania, może tutaj wyleczymy twoje kolano?
-Nic się nie stało, spokojnie.
-Widzę, że kuśtykasz.
Dwóch podróżników stału u rozwalonych bram Bagoto. Słońce powoli wstawało, więc nie byli pewni czy chcą budzić mieszkańców. Jeden z nich miał dużą zaropiałą ranę na kolanie, ewidentnie potrzebował pomocy. Pierwszy dom który napotkali był domem Zuzix, podpisany „NAJWAŻNIEJSZY W MIEŚCIE SOŁTYS”.
-No, Adam. Wydaje mi się, że tutaj znajdziemy pomoc. W końcu sołtys.
Adam przytaknął towarzyszowi i zapukali do drzwi.

Zuza wstała z łóżka. I tak nie spała, płakała w poduszkę po utracie władzy nad własną wsią. Przetarła pościelą twarz i otwarła drzwi... a tu obcy ludzie.
-Dzień dobry, przepraszam, że budzę, ale mój towarzysz, Adam...
-Widzę, widzę, wymagacie pomocy. Zapraszam do mnie. Dasz radę iść na dół.... Adam?
-Oczywiście, Kacper mi pomoże.
-Świetnie, skierujcie się do pokoju obrad tuż po prawej.
Zuza pobiegła po bandaże, była niemal pewna, że to ci podróżnicy których spotkał Nikodem. Adam wymagał natychmiastowej pomocy. Dziewczyna dała Kacprowi bandaże z poleceniem rozwinięcia ich na stole i poszła poszukać alkoholu. Duży bałagan w skrzyniach to bardzo utrudniał ale znalazła Lord of Dirt. Wzięła odrobinę drinku na szmatkę i zaczęła przemywać. Adam krzyknął, rana zaczęła wydzielać dziwną substancję. To był jad zombie. Na szczęście nie było go zbyt wiele, więc chłopak nie musiał cierpieć długo. Zuza jeszcze namoczyła bandaż w alkoholu i zawinęła kolano. Adam spojrzał się na butelkę.
-Fajne drinki tu pijecie.
Dziewczyna się uśmiechnęła.
-Ba, tutaj generalnie jest fajnie. Jaki drink taka lokacja.
Grupka się zaśmiała.
-Słuchajcie, macie może jakiś nocleg? Bo ja mogę udostępnić jedynie kanapę w salonie i siano w stajni.
-No Adam nie może zakazić rany, niech on zostanie tutaj.
-Nie mam nawet jak zaprzeczyć. A jak ma na imię nasza gościnna pani sołtys?
-Zuzanna. Mówcie mi Ruda, Zuza, Zuzix...
-Lis?
Dziewczyna się uśmiechnęła do Adama, który rzucił dobrą propozycję i przytaknęła.
-Oprowadzę was.

W Rzymie natomiast urządzono uroczyste zebranie połączone z poczęstunkiem. Furher się cieszył niesamowicie, Horo oraz cała Unia Narodowa także. Papież siedział u szczytu stołu i palcem wodził po krawędzi filżanki po kawie. Podeszła do niego rozbawiona przez procenty przebywające w jej głowie Horo.
-Nie świętujesz wyboru nowego, lepszego cesarza?
Papież spojrzał na nią zmęczonym wzrokiem.
-Świętuję na swój sposób.
-No okej, okej.
I poszła w tańczący tłum. Wyszedł z niego Herobrine.
-Jeszcze nie widziałem tańczących ludzi z Unii. Ciekawe.
Spojrzał się na Krzysztofa, ale ten milczał.
-Nie musisz się odzywać. Może pójdziesz spać, a ja zakończę tą farsę?
Papież bez słowa wstał, pożegnał się ze wszystkimi w drzwiach i wyszedł. Kuba zaczął subtelnie wypraszać ludzi.

Tymczasem Krzysztof usiadł na swoim łóżku i wziął głęboki wdech.
-Co ja narobiłem najlepszego?
Brewiarz zawsze leżał na stoliku nocnym obok. Trzeba było odmówić wieczorną modlitwę, jak codziennie. Zrobił znak krzyża i zaczął. W trakcie jednak zwrócił uwagę na jeden z wersów.
-Nie opuszczaj Twoich wiernych, którzy Ciebie opuścili, nawróć nas, a nawrócimy się do Ciebie, nasz Boże.
Zmiłuj się, Panie, nad ludem swoim.

Przetarł dłońmi twarz. Wszystko wskazywało na to jak wielki błąd zrobił. Westchnął. Dokończył wieczorną modlitwę, zgasił pochodnię i poszedł spać. Wystarczy emocji na dziś.

środa, 15 czerwca 2016

3.0 Upadek

Zuza dojechała do wsi z bagażami Jankela i Juleczqi – nowych mieszkańców. Armagedon był wygłaskany po wszystkie czasy: nowi również jeździli konno. Gdy Jan wspomniał, że widział po drodzę hordę zombie z tobołkami Zuzannie poszła łza z oka. Zatroskani nowi spytali się co się stało. I opowiedziała całą historię. Jednak nie zdążyli zareagować bo zobaczyli mury w kawałeczkach.
-No tak Bagoto chyba nie wygląda na co dzień.
Julia skarciła Janka wzrokiem, a Zuza stanęła jak wryta. Zostawiła konia Julii i Janowi i pobiegła do kufra pod bramą. Zastała tam wypowiedzenie wojny, chyba, że zgodzi się być lennikiem Rzymu.
-Janek, Julia, wydzielę wam działki i możecie budować. Muszę najpierw wykonać telefon.

Nie miała wyjścia. Musiała się zgodzić. To zdecydowanie było zakończenie pewnej ery. 

2.6 Za dużo zmian

-Odchodzę.
Zuza otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą stojącego Nikodema z poważnym wyrazem twarzy. W pierwszej chwili nie zrozumiała przekazu ale w drugiej... już tak. Rozbudziła się od razu.
-Ale jak to? Przecież... miałeś zostać! Na zawsze!
Nikodem skrzyżował ręce gdy Zuza chciała wziąć jego dłoń.
-Ja i Albert nie możemy tu zostać. Wy jesteście ludźmi, a ludzie to nasze pożywienie. Ni bylibyśmy w stanie tu dłużej żyć i szukać zagubionych wędrowców. W dodatku jeden dzisiaj nam już uciekł, chyba w tę stronę. Nasza ekipa się stąd zmywa dzisiaj za godzinę. Przybyłem się pożegnać.
Dziewczynie poleciała łza z oka ale się opamiętała.
-Zatem żegnaj. Szerokiej drogi.
-Przepraszam...
-Idź już. Do kolejnej wioski daleka droga.
Nikodem się obrócił i wyszedł drzwiami od altany. Wsiadł na Cyklona i pokłusowali w kierunku Tessery. Była północ. Cesarz ubrała się w strój jeździecki i również poszła w kierunu stadnin. Cichutko weszła przez drzwi i poszła na obchód. Brakowało jednego konia: Castle.
-Szlag by to jasy trafił.
Nie miała wątpliwości: była to sprawka Unii. Wsiadła na Armagedona, który nie spał i spokojnym stępem wyjechali z Bagoto żeby pogalopować do Rzymu wyjaśnić sprawę.


Papież spał gdy usłyszał tętent kopyt pzy magazynie i Zuzę go wołającą. Zwlekł się z łóżka i poszedł na dół.
-Co chcesz?
-Twoi sojusznicy zabili mi konia. Żądam spotkania z nimi.
-Ale jestem pewien, że to nie oni!
-A ja jestem! I jeśli nie przybędą do Bagoto w przeciągu doby z przeprosinami to odchodzę z Koscioła i rezygnuję z tytułu cesarskiego.
Krzysztof się zdziwił.
-Za taką bzdurę?
-W takiej organizacji jak Kościół Katolicki nie powinno być takich wydarzeń! Mam już dosyć wojen z powodu tego samego człowieka. Jestem niemal pewna, że oni nawet wymordują mi więcej koni niż przeproszą. Rezygnuję więc teraz, nie chce mi się czekać dobę. Daj mi papiery.
Oszołomiony papież poszedł po formularz złożenia apostazji. Dziewczyna go wypełniła i wyjechała z miasta galopem zostawiając Krzysztofa na wejściu do magazynu. Ten z kolei stał i nie wiedział co się właściwie wydarzyło... Musi teraz pogadać z Rzeszą. Zadzwonił do DerFurhera, żeby zrobić natychmiastowe obrady.
Rada w składzie DerFurher, Maciej, Herobrine oraz Horo stawiła się po pół godzinie w murach przyszłego Watykanu. DerFurher miał stanowcze zdanie...
-Musimy wypowiedzieć Bagoto wojnę. Mają ludzi, z tego co wiem to dwójka znajomych Zuzy wprowadziła się do wsi, więc mają ludzi.
Papież zaprzeczył.
-Ale nie mają Nikodema oraz Klaudii. Wychodzą na zero.
-A co nas to obchodzi? Poza tym musimy wybrać nowego cesarza, proponuję Bartka. - zabrałagłos Horo.
Wszyscy pokilwali głowami. Krzysztof westchnął głośno.
-Cesarzu DerFurherze, sporządzisz wypowiedzenie wojny?

-To dla mnie przyjemność.

sobota, 26 grudnia 2015

2.5 Zaufać... ale komu?

Tymczasem w Rzymie Krzysztof szykował się na wyjazd konno do Bagoto na trening. No i karnawał dobiegał końca, a to oznacza, że czas zaplanować imprezę na Ostatki. Wsiadł na konia o imieniu Samuraj i pojechał. Po drodze patrzył na swoje miasto czy wszystko jest jak być powinno. Watykan prezentował się okazale, mimo iż nie był skończony. Flaga upadłego Zakonu Templariuszy furkotała na wietrze, Papież nie chciał jej zdejmować, sentyment. Szpital od feralnego odpustu rok temu nie miał żadnych pacjentów. Dał koniowi sygnał do kłusa i na Samuraju pojechał do Bagoto.

Tam już Zuza ustawiała czworobok ujeżdżeniowy. Towarzyszył jej Nikodem ukrywający się od słońca pod parasolką. Przyjechał Krzysztof. Powitał się z zombie skinieniem głowy, z Zuzką już z uśmiechem. Duchownemu jednak uśmiech zszedł z twarzy jak tylko zobaczył czworobok. Nie lubił tej dyscypliny jaką jest dresaż.
-Ale ja nie znam programu i mam szybkiego Samuraja.
-To daj mi go, pokażę ci.
Wsiadła na konia zgrabnym ruchem i pogłaskała po szyi. Przyłożyła łydki do jego boków i rozpoczęła przejazd. Samuraj szedł bardzo posłusznie poznając jeźdźca: koń ten z pochodzenia jest bagocki. Nikodem podziwiał jak Zuza zgrywa się z rumakiem. Kiedy skończyła i zsiadła przekazała wodze właścicielowi. Ten wsiadł i przejechał ten sam układ. Poszło mu trochę gorzej no ale nie każdy się urodził z umiejętnościami! Dziewczyna doceniła jego starania i powiedziała co jest do poprawki. Kolejny przejazd już wyszedł lepiej. Nikodem cały czas obejmował Zuzę, która opierała głowę o jego ramię. Ilekroć Krzysztof zerkał w ich stronę to patrzał z obrzydzeniem. W jego oczach ich związek był grzeszny, niemoralny. Przecież tak nie można! Zombie istnieją wbrew zasadom wiary! Ale... Zuza to jego przyjaciółka. Musi popierać jej decyzje chociaż są często strasznie głupie.. wPodziękował instruktorce za jazdę i umówili się na kolejną za tydzień. Nikodem szepnął coś jej na ucho i poszedł w podziemia pospać. Ona poszła do socjalnego powypełniać kilka papierów, a Krzysztof pojechał do Rzymu.

W biurze Tessery pracowała Zuza. Musiała poprzyczepiać metki do nowych produktów w sklepiku jeździeckim. Pogłaskała nowiutki komplet w jasnoróżowym kolorze. Pomyślała, że idealnie pasuje na Castle i poszła do stajni sprawdzić. Tam klacz felińska już tylko czekała na nią wyciągając pyszczek do głaskania. Grzecznie dała sobie założyć ogłowie, siodło i nowy komplet. Robiło się ciemno więc poszły na halę. Było tam kilka niewielkich przeszkód i jedna wyższa. Castle wesoło stępowała rozgrzewając się i nie mogąc doczekać skoków: kochała to. Zuza podciągnęła popręg i zakłusowanie. Po rozgrzewce na drągach zaczęły się skoki. Klacz radośnie najeżdżała kolejne przeszkody jakby wysokość nie miała znaczenia. A dla kuca znaczenie ma duże. W rezultacie luźna jazda zmieniła się w całą masę skoków. Kiedy skończyły skakać po półtorej godziny Zuza poluźniła klaczy popręg i stępowały zadowolone z treningu. Castle by jeszcze chętnie pogalopowała ale co za dużo to niezdrowo. Amazonka wyciągnęła nogi ze strzemion i położyła się klaczy na szyi. Błąd. Zrobiła się noc, a co za tym idzie – potwory. Szybkie włożenie nóg, wyprostowanie, zaciągnięcie wodzy i ruszyły na pająka. Ciach – i nie ma. Za dużo potworów się nie narobiło: hala jednak była dość dobrze oświetlona. W rogu stał zombie... podejrzanie znajomy.
-Albert?
-Witaj! Jak miło Cię widzieć w swoim żywiole!
-Co tutaj robisz?
-Jest tu półmrok to przybyłem popatrzeć, a jest na co. Wszyscy których obserwowałem jak jeżdżą konno robili to od niechcenia. A Ty i twoja klacz wkładacie w to całe serce. Szacun.
-Bo się zarumienię.
Ale mimo wypowiedzianego sarkazmu zrobiło jej się miło i się uśmiechnęła.
-Lubię takie niedostępne.
Albert mrugnął okiem jednak Zuza się zbulwersowała.
-Ale ja nie lubię facetów co odbijają dziewczyny przyjaciołom.
-Nikodem to znajomy. Poza tym... marnujesz się z nim.
-Odejdź Albert. Odejdź!
Zawróciła Castle w miejscu i odjechała w kierunku stajni. Zombie jednak podbiegł i zagrodził im wyjazd. Klacz przerażona potworem stanęła dęba nieomal zrzucając amazonkę.
-Czego ty chcesz ode mnie?!
-Nikodem cię wykorzysta! Kolejny raz! Słyszałem kilka rozmów!...
-Nie gadaj mi takich bzdur i pozwól przejść! Nie chcę cię widzieć na oczy!
-Nie wiesz co tracisz. Pomyśl nad tym czego ci Nikodem nie dał a mogę ja. Pomyśl.
Oburzona dziewczyna spięła klacz mocno łydkami i wyjechały prawie taranując Alberta w przejeździe. Rozsiodłała ją, sprzęt odniosła do siodlarni i poszła do socjalnego spać. Za dużo wrażeń na ten dzień.

wtorek, 10 listopada 2015

2.4. Partnerzy w pracy

W młodziutkim państwie: Japonii na polu stała Horo: Wiktoria. Dziewczyna z wysokimi ambicjami, dążyła do zostania cesarzową, a co za tym idzie potrzebny jest jej pałac. Bardzo dobrze się składa, że Papież to jej dobry znajomy i wysyła kapłana na misję! Już ona się postara, żeby miał zajęcie.

Maciej przyjechał do Japonii. W zasadzie to przyszedł pieszo, bo konia nie chciał na nieznany ląd brać. Przywitała go goła połać terenu i wychodząca z jaskini Wiktoria. Jak tylko go zobaczyła to podbiegła z siekierą chcąc ścinać drzewo.
-Cześć Maciej! No na razie nic tu nie ma ale pomożesz mi. Najpierw wybudujemy dla mnie taki wielki pałac! A potem...
Maciej już wyłączył słuchanie przerażony co go tu czeka. Rozejrzał się jeszcze raz i stwierdził, że nie ma gdzie się rozłożyć. Przerwał przyszłej cesarzowej monolog.
-A gdzie mam mieszkać?
-A rozłóż się gdzieś, praca czeka.
-A gdzie jest kościół w którym mam pracować?
-Nie ma, trzeba zbudować.
Kapłan chwycił się za głowę.
-Zapraszasz mnie do państwa, które jeszcze nie istnieje?
-No tak. Jesteś kapłanem. Do twojego obowiązku należy pomagać w swojej parafii. A to jest twoja parafia.
Cóż miał biedny Maciej zrobić? Jedynie usiąść na pniu drzewa i myśleć jaki by tu kościół postawić. Jedyne co go cieszyło w tej sytuacji to to, że nie wziął Gierka. Biedny by się tu tylko męczył...

W Bagoto po pożegnaniu Macieja wzięto się za wykańczanie wielkiego obiektu sportowego. Pomagał konkretnie Kuba ale i on musiał uciekać do Rzymu w sprawach urzędowych. Zuzka chciała wypróbować arenę 1vs1 z przeszkodami jednak... była sama. Ćwiczyła więc cięcia na lianach. Nagle się zorientowała, że nie oświetliła dostatecznie korytarzy. Dobrze się składa, będzie mogła poćwiczyć na potworach. Z korytarza wyskoczył pająk. Raz, dwa i po nim. Kolejny pająk, szkielet... i zombie. Zuza nie wiedziała co ma robić. Niby to nie jest Nikodem ale... jednak to jest jego znajomy. Postanowiła zaryzykować. Rzuciła miecz i podniosła ręce do góry w geście pokojowego nastawienia. Zombie nagle wypadł z letargu i spojrzał przytomnie na dziewczynę.
-Chcesz umrzeć?
-Zaryzykować.
Spojrzał na nią jak na świra.
-Tobie życie niemiłe?
-Bardziej mili są dla mnie nieżywi, żywi też ujdą.
Zombie jakby myślał chwilę. Potem doznał olśnienia.
-Ach! To ty jesteś dziewczyną Nikodema! Wiele o Tobie słyszeliśmy, naprawdę. Już wiem dlaczego. Często tak ryzykujesz życiem?
-Tylko gdy nie ma nikogo do pomocy.
Nieznajomy się zaśmiał.
-Widzę, że nie masz z kim trenować. Sama to zbudowałaś?
-Tak i tak.
-Niezłe. Masz może dwa drewniane miecze? Powojowalibyśmy trochę?
Zuza poszła na górę obiektu i ze skrzyni wyjęła dwa nowe drewniane miecze. Zombie wziął do ręki, pomachał nim w lewo i prawo.
-Zapomniałem się przedstawić! Moje imię to Albert. Miło mi Cię poznać.
-Moje imię już chyba znasz... Zuza.
-En garde w takim razie!
I zaczęła się wyrównana walka. Z początku prowadziła Zuza na swojej połowie areny jednak kiedy Albert zdobył przewagę spowodował upadek przeciwniczki do wody. Ta jednak się podniosła i próbowała mu wybić miecz z ręki jednak zombie przewidział ruch. Nie dał sobie odebrać miecza ale tym razem to on wszedł do wody. Zuza próbowała się bronić taplając się w mokrym piachu, a kiedy Albert się wygrzebał wykorzystał to i wytrącił jej miecz z ręki zadając pchnięcie w zbroję i osuwając dziewczynę na ziemię. W tym momencie zastał ich wchodzący na trybunę Nikodem. Jak tylko zobaczył, że jego dziewczyna leży na ziemi a przed nią uzbrojony napastnik od razu się nań rzucił z krzykiem. Przestraszona nagłym zwrotem akcji Zuza podbiegła do Nikodema i próbowała go odciągnąć od Alberta. Kiedy rozdzieliła obu chciała wyjaśnić sytuację jednak pierwszy do głosu doszedł Nikodem.
-Co on Ci zrobił?!
-Nic, trenowałam jedynie walkę...
-Z obcym? W dodatku zombie? Uzbrojonym?!

Wytłumaczyła mu całą historię. Albert stał cicho z boku. Nikodem z początku trochę wściekły jak tylko dowiedział się co się tak naprawdę działo przytulił do siebie mocno Zuzę. Do Alberta się nie obrócił. Ten jedynie odparł, że musi iść i czmychnął w ciemny tunel. Nikodem wziął kilof i radośnie zaczął robić dekoracje w ścianach wraz z Zuzą.